Ma być zabawnie, przyjemnie i łatwo

Lubicie czytać o ekologii, ochronie środowiska i zagrożeniach dla planety? Łeee… My też nie. A jeszcze bardziej nie lubimy o nich pisać. Bo z proekologicznymi tematami jest tak – wszyscy wiedzą, że to Ważne, Mądre i Słuszne. Wielu chętnie poprze jakąś organizację ekologiczną. Przynajmniej na Facebooku. Ale sortować śmieci? Wymienić żarówki na energooszczędne? Pojechać do pracy autobusem? No niekoniecznie.

Dzieje się tak, bo w naszych mózgach działa prosty mechanizm – wolimy mniejszą nagrodę, którą dostaniemy zaraz, od większej, ale odłożonej w czasie. Przyjemniej jest mieć natychmiast włączającą się żarówkę, niż w odległej przyszłości oszczędzić pieniądze i środowisko.

Dlatego jeśli naprawdę chcemy, by cokolwiek zmieniało się na lepsze, musimy trzymać się trzech zasad: ma być zabawnie, przyjemnie i łatwo. Oburzeni? No cóż, można pozostać przy zasadniczych poglądach albo… być efektywnym.

Świetnie, tyle teorii. Ale co z tym wszystkim zrobić w praktyce? Co ciekawe, te trzy zasady sprawdzają się zarówno w skali makro jak w działaniach całkiem małych.

Zacznijmy od wielkiego projektu, który działa, bo wypełniony jest świetnymi detalami. To pewna sztokholmska dzielnica o nazwie Hammarby Sjöstad. Przez lata istniały tu tereny przemysłowe i dopiero na początku lat dziewięćdziesiątych poprzedniego stulecia postał plan zbudowania dzielnicy mieszkalnej. Ostatnia dekada XX wieku w wielu miejscach pozostawiła po sobie budowane na chybcika, zabałaganione i niezorganizowane inwestycje. Hammarby miało być inne. Założeniem było ograniczenie o połowę niekorzystnego wpływu na środowisko, jaki wywiera typowe osiedle.

Model dzielnicy Hammarby Sjöstad

Model dzielnicy Hammarby Sjöstad
Materiały prasowe: http://www.hammarbysjostad.se

 

Choć budowa wciąż trwa, a ukończenie projektu planowane jest na 2018 rok, to już teraz widać, o co chodzi. Tu przede wszystkim jest ładnie. Hammarby Sjöstad leży nad jeziorem. Architektura osiedla, zarówno ta duża jak i drobna, wpasowuje się doskonale w otoczenie. Niewysokie budynki o czterech lub pięciu piętrach mają wiele elementów drewnianych, duże balkony i  okna. Z kolei nad brzegiem jeziora ciągną się długie drewniane pomosty. Można po nich chodzić i biegać nad samą wodą, a mimo tego sam brzeg pozostaje dziki, pełen zarośli i trzcin. Widać, że z architektami współpracowali naukowcy, którzy dobrze wiedzą, co daje zachowanie naturalnej linii brzegowej.

Autor fotografii: Malena Karlsson

Mieszkania w Hammarby Sjöstad
Autor fotografii: Malena Karlsson, materiały prasowe dzielnicy: http://www.hammarbysjostad.se

Autor fotografii: http://www.flickr.com/people/avbild/

Widoki w dzielnicy Hammarby Sjöstad, zdjęcie autorstwa: http://www.flickr.com/people/avbild/

Ale pobieżny spacer po Hammarby Sjöstad nie pokaże całej niezwykłej struktury, którą ukryto pod ziemią. To między innymi szczególny system zbierania śmieci. Przyzwyczajeni jesteśmy, że im bardziej rozproszona zabudowa, tym więcej kontenerów ze śmieciami do obsłużenia. Każdy dom ma przecież swój zsyp lub komorę, do której musi podjechać śmieciarka, by zabrać niesympatyczny ładunek.

Da się inaczej? Da. Szwedzkie osiedle kryje pod ziemią system szczególnej poczty pneumatycznej. Z ziemi obok budynków wystają tajemniczo wyglądające rury oznaczone trzema kolorami. Każda z nich kończy się klapą. Jest to zawór, który szczelnie się zamyka. Mieszkańcy segregują śmiecie na trzy grupy i wrzucają je wprost do odpowiednich rur. Gdy taka przesyłka trafia do systemu, przepychana jest podziemną rurą do centrali znajdującej się poza osiedlem. Śmieciarka podjeżdża tylko tam i stamtąd zabiera odpady.  Nie ma potrzeby, by jeździła po całym osiedlu, smrodząc i hucząc okropnie. Ciekawostką jest fakt, że uniknięto ciągnięcia trzech rur od każdego budynku. Łączą się one pod ziemią i wszystkie śmiecie lecą jednym kanałem. Jak? W momencie zamknięcia przez mieszkańca klapy wlotu, system pilotuje daną paczkę aż do odpowiedniego śmietnika.

Schemat systemu transport śmieci w Hammarby Sjöstad

Schemat systemu transport śmieci w Hammarby Sjöstad

Schemat systemu transport śmieci w Hammarby Sjöstad
http://www.hammarbysjostad.se

Proste, ciekawe, łatwe.

Podobnych rozwiązań w Hammarby Sjöstad jest więcej. Dotyczą spalania śmieci w wyspecjalizowanym zakładzie, rozprowadzania energii i wykorzystywania tzw. „szarej wody”. Warto wspomnieć jednak o jednym rozwiązaniu, które zyskuje ostatnio coraz większą popularność. To wspólne samochody. Ponieważ dzielnica połączona jest z centrum Sztokholmu metrem i promem, mieszkańcy na co dzień samochodu nie potrzebują. Mogą jednak wziąć udział w programie, w którym za stosunkowo niewielką opłatą zyskuje się prawo do pożyczania jednego z samochodów należących do floty. Pojazdy ustawione są w różnych miejscach Hammarby Sjöstad. Mają specjalne zamki, które odblokowuje się kodem z telefonu komórkowego. Przypomina to miejskie systemy wypożyczalni rowerowych. Tyle, że zamiast dwóch kółek są cztery. Jest też algorytm, który dopasowuje rozmieszczenie samochodów oraz rezerwacje zgłaszane przez mieszkańców do typowego zapotrzebowania dla danego czasu w tygodniu i określonej pory dnia. .

Wszystko to brzmi dość utopijnie, ale działa właśnie dlatego, że jest łatwe, przyjemne i zabawne. By opracować tak skuteczny system, potrzeba było tęgich umysłów, które równocześnie przygotowywały plany architektoniczne i urbanistyczne dzielnicy oraz, badały naukowe podstawy integracji ze środowiskiem, właściwego zarządzania odpadami, pojazdami itp. Ale też równocześnie artyści sprawili, że dzielnica wygląda przyjemnie, a takie dopracowane szczegóły, jak wloty śmieciowych rur są ciekawymi elementami małej architektury a nie inżynieryjnymi potworkami. No i biznes – to wszystko musi się domykać finansowo, opłacać i działać.

Autor fotografii: http://www.flickr.com/people/designforhealth/

Hammarby Sjöstad, wloty pojemników do recyklingu
Zdjęcie autorstwa: http://www.flickr.com/people/designforhealth/

To skala makro. Jednak nie każdy ma szczęście mieszkać w zaplanowanej od podstaw dzielnicy z magicznym systemem przesyłania śmieci. Można jednak działać w znacznie mniejszej skali – zmieniać detale, które sprawią, że wokół będzie po prostu przyjemniej. Ale nie chodzi o dzielną pracę u podstaw, pełną spokojnej rezygnacji i ponurego przekonania o powadze dzieła.

Wręcz odwrotnie. Największe szanse powodzenia mają pomysły dzikie, lekko szalone, a nawet nie zawsze do końca legalne. Ot choćby zagospodarowanie starych, obdartych bilbordów, z których wiszą farfocle brudnych plakatów. Na stronie Hack Your City można znaleźć pomysł, jak przy pomocy odrobiny kleju, ziemi i nasion zamienić takie koszmarki w wiszące ogrody (http://hackyourcity.com/2011/01/30/poster-pocket-plants/). Wystarczy z postrzępionych plakatów uformować małe rożki, w które wsypuje się ziemię z nasionami. Po kilkunastu dniach mamy prawdziwe dzieło miejskiej sztuki. Może taka akcja skłoni właściciela powierzchni reklamowej do zrobienia porządku?

Autor fotografii: Spacing Magazine, http://www.flickr.com/people/spacing/

Autor fotografii: Spacing Magazine, http://www.flickr.com/people/spacing/

Autor fotografii: Spacing Magazine, http://www.flickr.com/people/spacing/

Autor fotografii: Spacing Magazine, http://www.flickr.com/people/spacing/

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Albo inaczej. Wokół jest szaro, tęsknicie za czymś dziwnym, wyjątkowym i wyróżniającym się? Są miastagdzie uliczna sztuka stała się częścią tkanki miejskiej. Wychodzimy zza rogu, a tam ogromny kłębek niby-włóczki, z którego wystają wplecione weń rzeczy. Jeden rzut oka i pojawia się uśmiech. Wełniane „grafitti” jest popularnym sposobem upiększania miasta. Zarówno w postaci małych interwencji, jak i wielkich artystycznych projektów.

Marianne Jørgensen, Pink M.24 Chaffee

Marianne Jørgensen, Pink M.24 Chaffee, http://www.marianneart.dk/

Problem w tym, że taka instalacja to całe miesiące chodzenia po zezwolenia i zgody, a potem tygodnie budowy.

Może więc coś do zrobienia ad hoc? Proponujemy kocki do zaskakiwania ludzi. To projekt, który powstał przy okazji olimpiady w Londynie. Jednakowe kształtki, które łatwo powielać, pozwalają budować ogromne, zadziwiające konstrukcje. Przy tym są przyjazne środowisku – w całości powstają z odzyskanego plastiku. To co? Zaskoczymy mieszkańców i urzędników szybką akcją wykonaną w nocy? Sami zobaczcie, jakie to fajne: http://www.bloom-thegame.com

Autor fotografii: Paul Wilkinson, http://www.flickr.com/photos/eepaul/

Przykład wykorzystania projektu Bloom,
zdjęcie autorstwa Paula Wilkinsona: http://www.flickr.com/photos/eepaul/

Przeczytaliście do tego miejsca? Jesteście wciąż z nami? Jeśli tak, to gratulujemy – przebrnęliście właśnie przez tekst o ekologii, ochronie środowiska i takich tam innych. Jeśli czytanie bardzo nie bolało, a czymś choć trochę się zainteresowaliście, to nasza teza potwierdziła się – można coś zrobić dla środowiska, jeśli ma się w pamięci te trzy szczególne słowa: zabawnie, przyjemnie i łatwo. Bez tego wasza – najszlachetniejsza nawet – opowieść i wasze bohaterskie działania zainteresują tylko wąską grupkę ekomaniaków. A to nie wystarczy.

 

Autorzy tekstu

Dziennikarz gazeta.pl