Ile wart jest dobry pomysł? Trzeci dzień warsztatów projektowania

Ile wart jest dobry pomysł? Według Dawida Sokołowskiego z Sieci Sensownego Biznesu, który mówił na warsztatach o skutecznym marketingu, niewiele: filiżankę kawy, żeby wysłuchać opowieści o nim.

Nie więcej. Chyba, że został wdrożony. Wtedy może być wart naprawdę dużo. A jeśli na serio zmierzamy do realizacji naszego pomysłu, to musimy zrozumieć inwestora. Tym bardziej, że statystyki nie są zachęcające: na 1000 pomysłów, które wpływają do inwestorów (w rodzaju Aniołów Biznesu, funduszy Venture Capital czy seed capital), zaledwie około 10 doczeka się wdrożenia, z czego tylko 1 do 3 okaże się tzw. „rakietą”, czyli super projektem, zarabiającym nawet 1000% rocznie.

Dlatego pamiętajcie: inwestor kupuje „dom”. I wszystko po kolei: najpierw pokażcie mu stan surowy, a potem mówcie o umeblowaniu. „Dom” w slangu startupowym (a takim się w tym poście posługujemy) oznacza symbolicznie zespół elementów, których nie może zabraknąć w sensownie przemyślanym projekcie. Fundamenty to ludzie. Dach to finanse. A pomiędzy tym trzy filary: produkt, marketing, organizacja .

Produkt.

Musi być oczywiście innowacyjny. Ale innowacja często rozumiana jest potocznie, jako np.nowoczesna technologicznie bateria z grafenu. Tymczasem: nie. Innowacyjna może być nawet budka z hod-dogami, tylko w sposób zupełnie różny, np. zdecyduje o tym wyjątkowy sos, trafna lokalizacja czy to, że właściciel się cały czas uśmiecha. Kluczem jest łączenie z sukcesem nowości i użyteczności. Użyteczność przy tym nie oznacza, że produkt czy usługa przydadzą się jednej osobie – trzeba wziąć pod uwagę szerokie zastosowanie. I jeśli nie myślicie o produkcie masowym, to zadbajcie chociaż o jego skalowalność. To, co stworzycie, łatwiej zainteresuje inwestorów, gdy pomysł będzie można łatwo powielić, np. przenieść na inne rynki.

Ludzie.

Zespół w ocenie inwestorów (a oni wiedzą o czym mówią) to 50% sukcesu. Nie chodzi tylko o kompetencje i doświadczenie ludzi, którzy stoją za projektem. Muszą być także odporni psychicznie i przygotowani na załamania. Bo nieodłączną częścią wszelkich przedsięwzięć jest zarówno rezygnacja jak i rosnąca nadzieja. The Kübler-Ross change curve – polecamy do przestudiowania. Ciężkie chwile w zespole, kryzysy wiary w projekt i we własne siły? Nie załamujcie się. Pamiętajcie, że to tylko etap przejściowy i tysiące zespołów przez to przeszły. Te najlepsze wyszły zwycięsko.

Marketing.

Projektując produkt musicie bardzo dokładnie zanalizować rynek, by wiedzieć kto będzie waszym odbiorcą i jak do niego dotrzecie. Poświęćcie dużą chwilę na poznanie klienta: ile ma lat, co lubi, jak spędza weekendy, na co wydaje pieniądze i w jaki sposób to robi. Weźcie pod uwagę, że droga od poinformowania kogoś o waszym produkcie do decyzji o jego zakupie jest bardzo długa i wymaga starań (polecamy framework AIETA).

Czy obowiązuje ochrona pomysłu? „Mam super pomysł, ale nikomu nie powiem jaki”. To, według Dawida Sokołowskiego, najgorsza z możliwych strategii (a wcale nierzadka). Trzeba inaczej: opowiadać o pomyśle wszystkim wkoło i z każdej takiej konfrontacji starać się wyciągnąć dla siebie jak najwięcej. Informacja zwrotna, która pozwoli wdrożyć poprawki jest cenniejsza niż tajemnice.

Organizacja.

Czy macie po prostu pomysł czy też umiecie pracować nad jego rozwijaniem? W środowisku startupowym popularność zdobywa metoda „lean startup”. Opiera się ona na założeniu, by podczas pracy nad projektem jak najszybciej popełnić jak najwięcej błędów. Nie istnieją bowiem przedsięwzięcia doskonałe od razu – większość wymaga serii poprawek. A szkopuł w tym, że wykrycie błędu na późnym etapie (np. gdy okazuje się, że jednak klient wcale nie chce takiego produktu, gdy produkcja już ruszyła) jest bardzo kosztowna. Proces popełniania błędów i ich korygowania ma być więc maksymalnie szybki (przyspieszony cykl: build – measure – learn, czyli: buduj – sprawdzaj – ucz się/poprawiaj). Sprawdzanie odbywa się przede wszystkim pod kątem tzw. „product market fit” czyli dopasowania produktu lub usługi do potrzeb rynku, a narzędzie stosowane do tego to iteracje, czyli powtarzanie badań (np. w postaci ankiet) coraz bardziej pogłębionych lub pytających o inną specyficzną cechę.

Finanse.

Tu wracamy do inwestora. Czego od niego oczekiwać? Pieniędzy w drugiej kolejności. Przede wszystkim zaś: doświadczenia, kontaktów, synergii (zgodności pomiędzy jego działalnością a profilem waszego pomysłu). Jakie inwestycje preferują inwestorzy? Takie, które przyniosą wzrost powyżej 50% rocznie; wielkość inwestycji w przypadku większości startupów mieści się w widełkach 500 tys. – 1 mln. złotych. I – o tym już była mowa – udanego zespołu, potencjału skalowalności, przemyślanego marketingu oraz harmonogramu. Szukając inwestora pamiętajcie, że inwestor daje pieniądze nie po to by zarobić na projekcie, ale po to, by dowiedzieć się czy w przyszłości może na nim zarobić.

Na koniec.

Bądźcie jak słoneczniki, które obracają głowy tam, skąd świeci słońce. Nie chodzi o to, żeby się zafiksować na własnym pomyśle, ale by w razie potrzeby umieć go porzucić.

Autorzy tekstu

Uzdrowisko Warszawa: zespół organizatorów